Najpiękniejszy Boży Koniec Świata - świadectwo
W podróży od wczesnego ranka, trochę zmęczeni upałem, z pomocą braci franciszkanów dotarliśmy na Górę – Górę Kalwarię Pacławską. W drodze z dworca w Przemyślu, po 25 km drogi, spotykaliśmy znajomych wdrapujących się pod górę o własnych siłach. Bracia zabierali do samochodu wszystkich.Na szczycie... Ach! Wszędzie pełno słońca, w małych ogródkach wokół małych domków piękna lipcowa zieleń. W dal rozciągają się pasma majestatycznych gór. A nad całym tym cudownym światem króluje Piękna Pani – Matka Słuchająca. Jej Sanktuarium wspina się w stronę nieba. Weszłam do środka – bardzo dobrze znany zapach starych murów, świec, drewnianych ław wymieszany z wonią kalwaryjskiego powietrza. Bez mojego większego wpływu serce samo się rwało, by paść na kolana przed Matką w złotej szacie i przed Synem na jej ręku.


W pełni ufności patrzeć w Twoje oczy,
Widzieć w nich swego brata odbitą twarz,
Z zadziwieniem dotykać
rany Twojego boku
I z nadzieją budować lepszy świat!

Te kilka dni były czymś, czego nie da się tak po prostu opisać. Ojciec Piotr Reizner OFMConv, Szef Spotkania, zorganizował ten czas w sposób nie tylko mądry, ale też atrakcyjny dla młodych ludzi. Nie brakło koncertów znanych zespołów chrześcijańskich jak Fioretti, ARMIA, Adam Rymarz, Full Power Spirit.

W kapliczce św. Rafała przez całą dobę odbywała się Adoracja Najświętszego Sakramentu. Wszystkich ogarniało zdumienie, gdy nawet o trzeciej albo czwartej godzinie nad ranem czuwała przy Panu gromadka uczestników. Widać było, jak bardzo chcą przebywać w Jego Obecności, jak wiele mają Mu do powiedzenia. Część z nich nareszcie miała dla Niego nieco więcej czasu niż w całym pracowitym roku. Oddychali tam swobodnie, pozwalali się otulić Jego Świętością, chłonęli Go całym ciałem i duchem. A u Jego Matki szukali pocieszenia. Przed Jej wizerukiem w kościele szeptali o swoich trudnościach, potknięciach, uzależnieniach. Powierzali wszystko...

I jeszcze magia tego miejsca, nieprawdopodobny urok i wszechogarniające piękno czystej natury. Wiele godzin spędzałam na próbach scholi, nie było możliwości tyle czasu poświęcić na modlitwę sam na sam z Panem. Ale aż chciało się w czasie przerw iść przed siebie, w te pola, łąki, pośród tych małych domków i chatek i poszukać Go właśnie tam. Siadałam wtedy na ściętych pniach i wdychałam, nie, chłonęłam zapach tego zakątka. I po raz dwunasty patrzyłam na ten sam krajobraz. Ani góry się nie przemieściły, ani nie stanął nigdzie nowy dom, może tylko trochę drzew ubyło i dzieci mieszkańców podrosły. No, i ja mam więcej lat...

Wieczorami, po każdym intensywnie spędzonym dniu, na dobranoc Ojciec Szef opowiadał bajkę, taką z morałem, mądrą, i głęboko zapadającą w pamięć. A potem otwierał „Kino pod chmurką” na polu namiotowym, gdzie można było obejrzeć wartościowy film przed snem.
31 lipca w południe przyszło nam się rozstać z Kalwarią Pacławską. Młodzi oddali klucz do bram kalwaryjskich, ale zastrzegli, że wrócą za rok i poprosili, żeby nikt nie zmieniał zamków!
Anna Hrabia - za www.patos.pl - dziękujemy!




