Rynek mieszkaniowy wre, rewolucyjne zmiany, które mają dokonać się w popularnym programie Mieszkanie dla Młodych nie pozwalają bowiem na obojętność. Czy objęcie nim mieszkań sprzedawanych na rynku wtórnym będzie mogło przyczynić się do tego, że deweloperzy zyskają konkurencję na tyle poważną, że będą musieli się z nią liczyć?

Gdy poddamy starannej analizie nieco wcześniejszy rządowy program znany lepiej jako Rodzina na Swoim, z pewnością zwrócimy uwagę na to, że kupujący, którzy nabywając nieruchomości korzystali ze wsparcia państwa, znacznie częściej wybierali te mieszkania, które pochodziły „z drugiej ręki”. Nie można jednak utrzymywać, że była to tendencja stała i niezmienna. Deweloperzy wyciągali wnioski z tego, jak reagowali młodzi ludzie i starali się tak modyfikować przygotowaną przez siebie ofertę, aby systematycznie stawała się ona coraz bardziej atrakcyjna. Naturalnie, sam program nie był wcale stały, a zmiany, jakie dokonywały się w czasie jego trwania miały wpływ na zmianę pewnych tendencji. W tym kontekście wypada zwrócić uwagę przede wszystkim na to, że korekcie uległ wskaźnik wykorzystywany do tego, aby obliczać limit cenowy. Dzięki temu doszło do znaczącej poprawy dostępności mieszkań, które można było zakwalifikować do programu. Gdy analizujemy dzisiejszą sytuację, różnice jesteśmy w stanie dostrzec bez porównania szybciej niż ewentualne podobieństwa. Jeśli więc śledzimy działania podejmowane przez deweloperów, nie możemy nie zauważyć tego, że przygotowana przez nich oferta jest sprofilowana tak, aby spełniała wymogi programu.

Tym razem to właściciele mieszkań sprzedawanych na rynku wtórnym mogą mówić o tym, że ich położenie jest bardziej skomplikowane, należy bowiem liczyć się z tym, że będą potrzebowali nieco czasu, aby zorientować się, jakie działania są w stanie zwrócić na nich uwagę specyficznej grupy klientów. Nie bez znaczenia jest i to, że to deweloperzy nadal będą mieli możliwość podyktowania wyższej ceny w danej lokalizacji, limit deweloperów nadal ma się bowiem utrzymywać na poziomie 1,1 wskaźnika kosztu odtworzenia jednego metra kwadratowego powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego. Osoby, które zastanawiają się nad sprzedażą mieszkania używanego, znajdują się w znacznie bardziej skomplikowanym położeniu, będą musieli bowiem zadowolić się ceną niższą (na poziomie 0,9 wskaźnika).

Dzięki temu, choć nowe rozwiązanie przyczyni się do uatrakcyjnienia programu, wcale nie musimy obawiać się znaczącego osłabienia pozycji dewelopera. Nie można jednak utrzymywać, że żadne istotne zmiany nie będą miały miejsca, z pewnością bowiem otworzy się szansa na to, aby z programu skorzystały też te osoby, które poszukują lokalu w mniejszych ośrodkach. Do niedawna nie było to wcale proste, działalność deweloperska nie była w nich bowiem przesadnie rozwinięta. I tu jednak nie można utrzymywać, że dochodzi do odbierania klientów deweloperom. Jest to raczej zaproszenie tych odbiorców, którzy do niedawna byli wykluczeni z programu.

Paradoksalnie, zmiany mogą wesprzeć deweloperów, w tym zwłaszcza tych, którzy dysponują mieszkaniami o większym metrażu. Jeśli mamy do czynienia z rodziną, która może pochwalić się co najmniej trójką dzieci, nie musi się już ona martwić dotychczasowym wymogiem nieposiadania własnego mieszkania w okresie wcześniejszym. Jeśli doda się do tego zwiększenie kwoty dopłaty, a także powiększenie metrażu, może okazać się, że również te rodziny zaczną poważniej niż do tej pory zastanawiać się nad uczestnictwem w programie. Co więcej, z usług deweloperów mogą skorzystać również te osoby, które sprzedadzą swoje mieszkania na rynku wtórnym uczestnikom programu MdM.